Coś zmieniło się na rynku mieszkań. I to w środku wakacji.
Wakacje zwykle oznaczają jedno:
mniej kupujących, mniej transakcji i czekanie na jesień.
Ale wakacje 2026 wyglądają inaczej.
W części największych miast kupujący wrócili na rynek, a dane pokazują kilka naprawdę ciekawych sygnałów.
W lipcu deweloperzy sprzedali około 4 400 mieszkań, podczas gdy do sprzedaży wprowadzili około 3 000 nowych lokali.
Czyli sprzedaż była wyższa od nowej podaży o około 1 400 mieszkań.
To jeszcze nie oznacza, że mieszkań zaczyna brakować.
Na rynku pierwotnym pozostaje zapas około 60 000 niesprzedanych lokali.
Ale kierunek jest interesujący:
deweloperzy wyprzedają istniejącą ofertę szybciej, niż wprowadzają nową.
I podobny sygnał pojawia się na rynku wtórnym.
Liczba ogłoszeń ma być około 8,6% niższa niż rok wcześniej, a w 11 z 12 analizowanych miast wzrosła średnia cena ofertowa.
Czy to znaczy, że mieszkania zaraz zaczną mocno drożeć?
Nie. I właśnie tutaj trzeba uważać na zbyt proste wnioski.
Polska nie ma dziś jednego rynku nieruchomości.
Mamy wiele lokalnych rynków, które zachowują się zupełnie inaczej.
Dobrym przykładem jest zapas mieszkań deweloperskich.
W Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście obecna oferta odpowiada mniej więcej sprzedaży z około tylko 4 kwartałów.
W Łodzi to ponad 7 kwartałów.
W Katowicach niemal 10 kwartałów.
I właśnie dlatego nie wierzę w strategię:
„Kup cokolwiek, bo nieruchomości zawsze rosną”.
Dzisiaj jeszcze większe znaczenie ma to:
CO kupujesz,
GDZIE kupujesz,
ZA ILE kupujesz
i KOMU będziesz mógł to później wynająć lub sprzedać.
Najlepsze mieszkania mogą zniknąć jako pierwsze
To jest dla mnie najważniejszy wniosek z obecnej sytuacji.
Jeżeli popyt będzie się dalej odbudowywał, nie wszystkie mieszkania zaczną nagle drożeć.
Najpierw rynek może zacząć wybierać:
małe, dobrze położone, prawidłowo wycenione i funkcjonalne lokale.
Czyli dokładnie te nieruchomości, których sami szukamy dla inwestorów.
Bo mieszkanie inwestycyjne nie powinno być po prostu „mieszkaniem”.
Powinno być produktem przygotowanym pod konkretną grupę najemców i konkretną strategię.
Jest jeszcze jeden ważny sygnał: kredyty
W pierwszym półroczu wartość udzielonych hipotek wyniosła około 74 mld zł.
Liczba kredytów wzrosła o około 48%, a ich wartość niemal o 60%.
Trzeba jednak pamiętać, że około 32% akcji kredytowej stanowiły refinansowania, więc nie wszystkie te pieniądze trafiły na zakup nowych mieszkań.
Mimo wszystko widać, że część kupujących wraca.
A kiedy jednocześnie:
- rośnie aktywność kupujących,
- ubywa atrakcyjnych ofert,
- deweloperzy ograniczają nową podaż,
- a ludzie nadal migrują do największych metropolii,
presja na najlepsze nieruchomości może zacząć rosnąć.
I tu dochodzimy do najważniejszej rzeczy.
Nie wiem, czy jesienią ceny mieszkań wzrosną.
Nikt tego dzisiaj nie wie.
Ale inwestor nie powinien próbować zgadywać, czy za trzy miesiące metr kwadratowy będzie kosztował 3% więcej czy 3% mniej.
Powinien szukać nieruchomości, która broni się liczbami już dzisiaj.
Dobra lokalizacja.
Właściwy układ.
Realny popyt na wynajem.
Odpowiednia grupa docelowa.
Potencjał wzrostu wartości.
I przede wszystkim cena, przy której inwestycja nadal ma ekonomiczny sens.
Bo najlepsza okazja inwestycyjna nie pojawia się wtedy, kiedy wszyscy mówią, że trzeba kupować.
Najczęściej pojawia się wcześniej.
Kiedy rynek dopiero zaczyna wysyłać pierwsze sygnały zmiany.
A takich sygnałów mamy dziś coraz więcej.
Jeżeli więc myślisz o zakupie mieszkania inwestycyjnego w Trójmieście, nie czekaj na nagłówki mówiące, że ceny znowu rosną.
Wtedy najlepsze okazje mogą być już sprzedane.
Napisz do nas.
Przeanalizujemy Twoje możliwości i pokażemy Ci nieruchomości z naszego portfolio, które wybieramy pod efektywny, stabilny i bezpieczny wynajem.